-Musicie być cierpliwe. – powiedziała pielęgniarka.
-Ale czy ona przeżyje? – zapytała Carola.
-Niestety nie wiemy. To bardzo nietypowa sprawa ,bo albo te fajerwerki wystrzelone w żywą istotę powodują śmierć ,albo omdlenie po którym wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeżeli do jutra się nie przebudzi to… - pielęgniarka nie powiedziała ostatnich słów. – W każdym razie trzeba cierpliwie czekać.
Rika i Nath zaniosły się płaczem , Carola już beczała jak małe dziecko, Stee stała jakby dostała Drętwotą ,a Lizz dostała napadu szału.
-MA NAS PANI TAM NATYCHMIAST WPUŚCIĆ. – krzyczała.
-Moja droga to Skrzydło Szpitalne więc nie krzy…
-CO SOBIE PANI MYŚLI?! – ciągnęła dalej Lizz nie zwracając uwagi na minę pielęgniarki. – MY JESTEŚMY DLA NIEJ JAK RODZINA! JAK RODZONE SIOSTRY ,ROZUMIE PANI?!
-Tak ,ale nie mogę…
-CHCEMY BYĆ PRZY NIEJ ,BO TO MOGĄ BYĆ OSTATNIE CHWILE JEJ ŻYCIA!
-Trzeba być dobrej myśli…
-CZY PANI NIE CHCIAŁABY MÓC POŻEGNAĆ SIĘ Z PRZYJACIÓŁKĄ?! CZY PANI MA SERCE?!
-Zrozum ja nie mam uprawnień…
-NA GACIE MERLINA MAM W DU…
-LIZZ! – krzyknęły dziewczyny.
-…DOBRA ,DOBRA MAM TO GŁĘBOKO GDZIEŚ ,już lepiej? – dziewczyny przytaknęły - WIĘC MAM TO GŁĘBOKO GDZIEŚ CZY MA PANI UPRAWNIENIA CZY NIE! MA NAS PANI TAM WPUŚCIĆ!!!
Pielęgniarka była jednak nie wzruszona i pożegnawszy się z całą piątką zamknęła za sobą drzwi do szpitala.
-Ale WREDNA baba! – warknęła Lizz i usiadła obok dziewczyn na parapecie.
-No wiesz Lizz ona ma swoje obowiązki… - zaczęła Stee.
-Ale Stee ,kochanie, to nie zmienia faktu ,że jednak powinna mieć w sobie jeszcze coś z człowieka. – zauważyła Carola.
-Tak jest drętwa. – przyznała Stee.
-I nudna. – dodała Rika.
-I zawsze chce cie zostawić dłużej na obserwacji tylko dla tego ,że nie ma tam towarzystwa. – zakończyła triumfalnie Nath.
*
-Dziewczyny wstawajcie! – szepnęła Lizz.
-Co się dzieje? – zapytały równocześnie.
-Dyrektorka właśnie weszła do Sali Szpitalnej. – powiedziała Lizz.
Dziewczyny się zerwały. Każda z nich miała nadzieję ,że wydarzenia z wczorajszego dnia to tylko sen ,ale teraz wszystkie złe myśli powróciły ze zdwojoną siłą. Wczoraj były zbyt zmęczone ,żeby bardziej przemyśleć tą całą sytuacje ,ale teraz ,po odpoczynku, miały czekać na tak ważną dla ich życia decyzję.
Czy Just żyje?!
Dziesięć minut później dziewczyny usłyszały urywek kłótni.
-JA CHCĘ Z TĄD WYJŚĆ! KIM PANI JEST?! PROSZĘ MNIE ZOSTAWIĆ!
-Uspokój się moja droga zaraz przyniosą antidotum.
Dziewczyny nie czekając ani chwili wbiegły do Skrzydła Szpitalnego ,przy okazji wpadając na stolik pełen syropów.
-JUST! – krzyczały ,a po chwili każda mocno już ją ściskała.
-KIM WY NA GACIE MERLINA JESTEŚCIE?! – darła się Just ,ale dziewczyny i tak jej nie puściły.
Wiedziały bowiem ,że ich przyjaciółka jest pod działaniem eliksiru i muszą spokojnie czekać na podanie jej antidotum.
-Jak dobrze ,że żyjesz! – powiedziała Carola i się rozpłakała.
-CO?! DLACZEGO MIAŁABYM NIE ŻYĆ?! KIM WY JESTEŚCIE?!
-Och za chwilkę wszystko sobie przypomnisz. – powiedziała Rika jeszcze mocniej ją ściskając.
*
-Na serio wyskoczyłam przez okno? – zapytała po raz trzeci Just.
-Tak! – odpowiedziały jej chórem dziewczyny.
I znalazłyście mnie w Hogsmeade?
-Tak!
-I ja cały czas była pod działaniem eliksiru?
-Tak!
-I nie wpuścili was do szpitala?
-Tak!
-I musiałyście tam czekać całą noc.
-Tak!
-Ale to nie ważne. – dodała Nath.
-Popieram. – powiedziała Lizz.
Najważniejsze ,że żyjesz! – dokończyła Stee.
Był już późny wieczór.
Dziewczyny całe po południe przekrzykiwały się opowiadając Just co się stało. Żadna z nich nie myślała o tym ,że minęły im dwa dni lekcji ,chociaż ten pierwszy i tak minął całej szkole, ale myślały o tym jakie to szczęście móc znowu porozmawiać z Just.
*
Nadeszła środa.
Dziewczyny obudziły się rano tak samo zmęczone jak wieczorem ,ponieważ rozmawiały do trzeciej.
Dzień miały zaczynać dwie godziny transmutacji.
-Witajcie uczniowie. – powiedziała McGonagall.
-Dzień dobry pani profesor. – odpowiedziała chórem klasa.
-Proszę was o złożenie na moim biurku waszych wypracować ,o zaklęciu Transmutiwikus Totalus.
Cała klasa prócz sześciu dziewczyn wstała z ławek i odniosła swoje prace na biurko.
-Nie mamy pracy domowej. – szepnęła Stee do dziewczyn.
-McGonagall to zrozumie. – powiedziała Carola.
-Może lepiej jej to zgłośmy. – zaproponowała Rika.
Dziewczyny wstały i podeszły do biurka.
-Pani profesor nie odrobiłyśmy pracy domowej. – powiedziała Lizz.
-Przepraszamy. – dodały dziewczyny.
-Moje drogie. Odebrałyście pannę Johnson punkt 13 więc miałyście mnóstwo czasu ,aby dowiedzieć się co jest zadane…
-Ale… - zaczęła Just.
-Panno Johnson proszę nie zabierać głosu ,bo jest pani zwolniona z zadań zadanych wczorajszego dnia. Proszę więc usiąść do ławki jeżeli nie chce pani zarobić szlabanu.
Just z wyraźną niechęcią na twarzy ruszyła do ławki.
-Jak więc mówiłam miałyście przynajmniej kilka godziny ,aby dowiedzieć się co jest zadane i to odrobić. Jeżeli tego nie zrobiłyście jestem zmuszona wstawić waszej piątce „T”…
-Pani profesor błagam panią. –powiedziała Nath ,ale nie skończyła ,bo McGonagall ciągła dalej.
-… do poprawy. – zakończyła profesorka.
Dziewczyny odetchnęły z ulgą.
-A teraz proszę ,abyście usiadły do swoich ławek i pozwoliły mi prowadzić dalej lekcję.
*
-Idziecie na Błonia? – zapytała Just po południu.
-Nie. – odpowiedziała krótko Carola czytając książkę. – Ja mam za dużo zadane.
-A wy dziewczyny? – zapytała resztę.
-Tak się składa ,że my wszystkie mamy to samo zadane. – zauważyła Stee.
-No i to z dwóch dni. – dodała Nath.
-Ja tam już skończyłam. – powiedziała Just.
-Bo ty miałaś tylko z dzisiejszego dnia. – warknęła Rika ,która od trzydziestu minut wertowała książki w poszukiwaniu godnej uwagi tezy o zaklęciu kaleczącym.
-Jak nie to nie. Ja nie będę marnować ładnej pogody. – powiedziała lekceważąco Just i ruszyła w stronę drzwi.
Just zbiegała po trzy stopnie w dół by jak najszybciej odpocząć w letnim słońcu.
Kiedy wybiegła na Błonia poczuła się wspaniale. Słońce świeciło jak oszalałe, zewsząd słychać było śpiew ptaków i śmiechy innych uczniów grających w różne gry ,lub odrabiających lekcje.
Just poszła nad jezioro by usiąść w cieniu wielkiej brzozy.
Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w brzęczenie pszczół.
Nagle tą wspaniałą ciszę przerwał jakiś chłopak.
-Cześć. – powiedział wesoło i usiadł obok Justiny ,która w końcu otworzyła oczy.
-Hej Andrew. – powiedziała Just.
Andrew był to chłopak z Ravenclawu ,który chodził z Just na wróżbiarstwo.
-Jak się czujesz? – zapytał chłopak.
-Dobrze.
Zaległa długa cisza ,podczas ,której obydwoje zerkali na siebie.
-Ee… ładna pogoda. – powiedział w końcu Andrew.
-Tak. – przytaknęła Just. – Szkoda ,że niedługo zacznie się jesień.
-No szkoda.
I znowu pauza.
-Czytałaś już ogłoszenie o wyjściu do Hogsmeade? – zapytał.
-Jeszcze nie ,ale ostatnio już miałam pierwsze „wyjście”. – powiedziała z uśmiechem.
-No rzeczywiście. – powiedział zmieszany chłopak. – A może miałabyś ochotę pójść ze mną do Hogsmeade na kawę.
Just poczuła jak fala gorąca ją uderza. Jej policzki oblały się szkarłatem.
-Z przyjemnością. – powiedziała gdy w końcu przypomniała sobie ,jak używać słów.
-Serio? To super. Do soboty. – powiedział chłopak ,bo czy, nieśmiało pocałował ją w policzek i odszedł.
______________________________________________________________________
Transmutiwikus Totalus – zaklęcie zmieniające kształt oczu na dwa dni.
Suuuper notka.!
OdpowiedzUsuńJust - jak dobrze, że wyzdrowiałaś. o jak dobrze.!
No i wiadomo - jakiś chłopak Cię już zaprosił xD
Iiii. Hogsmeade będzie wyjście. ! Jak extra xD
Nie mam weny na komentarze ;(((((
no to pa ;*
Weny ;D
Kochammmmm <3
VieViurka
O ! ; *
OdpowiedzUsuńNotka cudna ! ; )
Justinka wyzdrowiała ! Taaaak ! < 3
a ja to mam często takie napady szału - trafiłaś . xD
Uu... ! < 33
Justynka wyrusza na połowy nad brzegiemm < 333
xD
Fajny ten Andreeww... ; dd
Masz kobieto powodzenie. ; x
Wędka, haczyk, prznęta < szminka, cienie, róż... xd > i Andrew zatopiony Twoim urokiem ; )
Carolinka - a Lizz do końca chce zostać singielką - ja mam mózg ; )
No bo 80 % dziewcyzn ma chłopaka a pozostałe 20% ma mózg. < 33
Oczywiście, Justynka - Ty się zlaiczasz do 20 xD
; ddd
Ale Carolinko - notka boska, czkeam na więcej ; ***
< 33
Ty mas ztalent, baboo ; ))
xD
Kocham Was. ; dd
Wasz narwany chochlik - Lizz ; *
xD
Łiii, notka extra!!! < 33
OdpowiedzUsuńJust wyzdrowiała, je je je ;D
I już ma chłopaka :))
;***
Hmm... Wredna McGonagall ;X Brrr ! xdd
Nie mam weny na komentarze, przepraszam ;(
Kocham vas!
Rika vel Powalona