czwartek, 21 lipca 2011

Zaklęcie 4.

Just wracała do zamku jakby na skrzydłach. Na jej twarzy gościł wielki uśmiech ,a w jej oczach było widać błysk. Dziewczyna nie wiedziała nawet dokładnie jak znalazła się przed Portretem Grubej Damy ,nogi po prostu same ją niosły. Usta bez jej wiedzy powiedziały hasło ,a potem dziewczyna cała rozpromieniona wpadła do dormitorium.
-Andrew się ze mną umówił! – krzyknęła od progu i padła na najbliższe łóżko.
-CO?! – zapytały równocześnie dziewczyny.
-Umówił się i pocałował w policzek. – dodała Just.
-Kiedy się z tobą umówił? – zapytała Lizz.
-W tę sobotę. – powiedziała Just.
Na twarzach dziewczyn zawitał uśmiech ,ale z jakiego powodu?

*

-Załóż różową. – powiedziała Nath w sobotę rano.
-Nie w czerwonej jest jej lepiej. – powiedziała Stee.
-Według mnie niebieska. – krzyknęła Lizz z łazienki.
-Nie ona musi założyć tą szafirową. – powiedziała Carola.
-Popieram – dodała Rika. – Szafirowa najlepsza.
-A więc biorę szafirową. – zadecydowała Just ściągając z wieszaka szafirową, sukienkę i pobiegła do łazienki ,z której właśnie wyszła Lizz.
Po trzydziestu minutach wyszła.
Sukienka leżała na niej doskonale ,a szpilki ,które włożyła pasowały do niej idealne. Jej rude loki opadały na ramiona ,a oczy były idealnie podkreślone czarną kredką.
-No i jak? – zapytała.
-Świetnie. – powiedziała Lizz.
-Wspaniale. – szepnęła Nath.
-Cudnie. – wrzasnęła Rika.
-No to teraz Andrew jest twój. – dodała Carola ,a Stee przytaknęła.
-No to idź już ,bo się spóźnisz. – powiedziała Nath.
Just ruszyła do w stronę drzwi.
Kiedy tylko jej kroki ucichły ,dziewczyny popatrzyły po sobie i zabrały się do pracy…

*

Andrew czekał już przed Wielką Salą.
Kiedy zobaczył Justine zaniemówił.
-Cześć. – wydusił w końcu.
-Cześć. – odpowiedziała.
-Ślicznie wyglądasz.
Just uśmiechnęła się promiennie.
-Idziemy? – zapytała ,bo chłopak cały czas się na nią gapił.
-E… Tak. – powiedział i ruszyli w stronę Filch’a ,który jak zwykle sprawdzał czy uczniowie chcący odwiedzić czarodziejskie miasteczko mają na to pozwolenie od prawnych opiekunów.
-Imię i nazwisko.
-Justina Johnson. – powiedziała Just.
-Dobra. – powiedział woźny po znalezieniu imienia dziewczyny.-  Imię i nazwisko.
-Andrew Fosher.
-Dob… zaraz , zaraz. Powtórz.
-Andrew Fosher.
-Nie ma cie na liście. – oznajmił woźny. – Imię i nazwisko. – zapytał chłopca ,który stał za Andre.
-Andrew Fosher. – wciął się Adrew i wyrwał woźnemu listę z ręki.
Dokładnie ją przeszukał i:
-A tutaj co pisze proszę pana? – zapytał ironicznie.
-Andrew Foshan ,a Fosher. Dobra idź.
Chłopak przeszedł przez bramę.
-Przepraszam cię. Miało być tak miło ,a ten palant – popatrzył na Filcha z nieukrywaną odrazą – już zepsuł początek.
-Według mnie nic nie zepsuł. Przed nami jeszcze cały dzień. – powiedziała Just i chwyciła chłopaka za rękę.
Andrew się uśmiechnął i ruszyli w stronę Hogsmeade.

*

-Czy podałabyś mi moją różdżkę? – zapytała Nath.
Lizz rzuciła dziewczynie jej różdżkę.
-Dzięki. – powiedziała Nath i zaczęła skomplikowanie wymachiwać różdżką mrucząc coś pod nosem.

*

Na wielkim zegarze w miasteczku była godzina 10:30 kiedy Just i Andrew dotarli do Hogsmeade.
-Zaprosiłem cię na kawę ,więc może najpierw pójdziemy do herbaciarni tam podobno jest pyszne cappuccino i szarlotka. – powiedział chłopak
-Oczywiście. – powiedziała Just.
Andrew był jej pierwszym chłopakiem ,który sam zaproponował ,a w ogóle chciał iść do herbaciarni u pani Puddifoot.
Przeszli obok Trzech Mioteł, poczty, sklepu Zoonka ,skręcili lewo wchodząc w uliczkę gdzie był sklep papierniczy ,a kilka stóp dalej herbaciarnia.
Chłopak otworzył jej drzwi i odsunął krzesło. Just była w niebo wzięta ,pierwszy raz trafił się jej kulturalny i romantyczny chłopak ,a nie jakiś śmierdzący cham.
Po chwili podeszła do nich czarownica.
-Co zamawiacie? – zapytała.
-Czego chcesz się napić? – zapytał chłopak.
-Wezmę to co ty. – powiedziała dziewczyna.
-Poproszę dwa razy cappuccino i szarlotkę.
Czarownica odeszła ,a po chwili wróciła z tacą.
Położyła przed nimi ich zamówienie i poszła w stronę czarownicy ,która siedziała w kącie patrząc marzycielsko w okno.
Chłopak nieśmiało chwycił dziewczynę za ręce.
Just poczuła ,że serce zaczęło jej szybciej bić ,a na policzkach pojawiły się jej rumieńce.
Siedzieli tak kilka minut nic nie mówiąc tylko patrząc sobie prosto w oczy. Nagle chłopak zerwał się jakby przypomniał sobie coś bardzo ważnego. Zaczął grzebać w kieszeni ,a po chwili wyciągnął z niej czerwone pudełeczko w kształcie serca.
Podszedł do Just.
-Wszystkiego Najlepszego. – powiedział i pocałował Just w policzek ,wręczając jej pudełeczko.
Just była tak przejęta spotkaniem z Andre ,że całkowicie zapomniała ,że ma urodziny.
Niepewnie otworzyła prezent. W środku był złoty pierścionek z szmaragdem w kształcie serduszka.
-Ja… ja nie mogę tego przyjąć. – powiedziała stanowczo dziewczyna.
-Nie wygłupiaj się. – powiedział chłopak. – To jest prezent urodzinowy dla ciebie i musisz go przyjąć.
-Ale on kosztował fortunę. Ja nie mo… - ale Just nie skończyła zdania ,bo chłopak pocałował ją namiętnie.
-Just jesteś dla mnie bardzo ważna. Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia i nic tego nie zmieni.

*

-Wszystko już gotowe. – powiedziała Carola.
-Gdzie ona jest? – zapytała Nath.
-Na randce ,a gdzie ma być. – powiedziała Stee.

*

Just i Andrew wrócili z Hogsmeade o piątej po południu.
-Dziękuję ci za wszystko. – szepnęła Just.
-Nie ma za co. – powiedział chłopak i pocałował ją.
Potem chłopak poszedł w stronę więzy Ravenclawu ,a Just poszła do portretu Grubej Damy.
Kiedy tylko powiedziała hasło i weszła do pokoju wspólnego ,nad jej głową wystrzeliło konfetti i fajerwerki ,a ze wszą dobiegł ją krzyk.
-Niespodzianka.
-Wszystkiego Najlepszego.
-Sto lat.
Just stała jakby dostała Drętwotą.
Ten dzień był coraz lepszy.
W pokoju wspólnym byli chyba wszyscy Gryfoni. Na ustawionych stołach pełno było musów – świstusów, fasolek wszystkich smaków, czekoladowych żab i innych słodyczy ,a pośrodku stał wielki na stopę tort z różowym lukrem ,na którym była twarz Just ,a obok napisz „Wszystkiego Najlepszego Just.”
Dziewczyna podbiegła do swoich przyjaciółek i mocno je przytuliła.
-Dziękuję wam kochane. Dziękuję wam.
-Nie ma za co. – powiedziała Rika.
-Należy ci się. – powiedziała Stee.
-Jesteś wspaniałą przyjaciółką. – dodały chórem Carola, Nath i Lizz.
Potem Carola jednym ruchem różdżki zapaliła szesnaście świeczek na torcie ,a po ich zdmuchnięciu do Just zaczęli podchodzić Gryfoni i składać jej życzenia. Następnym punktem imprezy było pokrojenie tortu i otwieranie prezentów. Wszystkie były wspaniałe ,ale nie tak wspaniałe jak połyskujący na jej dłoni pierścionek od Andre.
Niestety dziewczyny nie pozwoliły jej długo rozmyślać o ich spotkaniu ,bo już po chwili porwały Just do tańca.

_______________________________________________________________________

Droga Just:




Rośnij duża, dzielna, zdrowa,
w 100% odlotowa.
Nie zaglądaj do kieliszka
, bo Ci będzie grała kiszka.
Teraz coś dla Twojej główki,
by nie było z niej makówki:
śmiej się dużo,
ucz się mało,
na klasówkach ściągaj śmiało.
Bądź pomocna jak komputer,
szybka jak japoński skuter.
Sympatyczna jak maskotka.
Opętana ,bądź szarlotka.

2 komentarze:

  1. Post cudny !
    Ale fajny ten Adrew, super, że Just z nim jest ! ; dd
    A Karolinko, post jest na prawdę cudowny ; **
    Wszystkiego naj, Justynko ! < 33
    3
    Pozdrawiam Opętana Liz ; d

    OdpowiedzUsuń
  2. Super Notka.!

    JUST.! Wszystkiego najlepszeeeeego.! ;**

    OdpowiedzUsuń