Rano Lizz wstała o piątej. Od razu o ósmej miała iść z Corentinem zwiedzać Paryż. Cieszyła się podwójnie ,bo nie dość ,że miała zobaczyć Wieżę Eiffla to do tego z Corentinem.
Ubrała jasno różową ,krótką i zwiewną sukienkę na ramiączkach i czarne sandały. O w pół do siódmej ,zeszła do Komnaty Jadalnej. Było tam tylko kilka dziewcząt z drugiej klasy. Na śniadanie wybrała naleśniki z bitą śmietaną ,bananami i wiórkami czekoladowymi.
Za pięć siódma wróciła do swojego pokoju gdzie poprawiła makijaż i utrwaliła fryzurę zaklęciem.
*
O siódmej Rika, Stee, Just, Nath i Carola zeszły na śniadanie.
Jak zwykle rano przyszła poczta.
Przed Gryfonkami wylądowała śnieżnobiała sówka.
-To od Lizz ,źle zaadresowała. – powiedziała Carola. – Biedna sówka musiała nas szukać po dormitoriach.
-Nie ważne czytaj co pisze. – ponagliła ją Stee.
Caroline przeczytała list na głos.
-Mam nadzieję ,że jeszcze napisze ,bo tu dużo nie ma. – skwitowała Rika.
-Co jej odpiszemy? – zapytała Just.
-Nie piszmy jej o smoku tylko jej zepsujemy wyjazd. – powiedziała Nath i wziąwszy kawałek czystego pergaminu napisała:
„Najdroższa Elisabeth.
To cudownie ,że ci się podoba. Napisz nam o reszcie szkoły jak tylko przyjdzie do ciebie ten list.
U nas po staremu ,a El Diablo czuje się dużo lepiej.
Nie będziemy więcej pisać, bo po co.
Twoje:
Nath, Just, Rika ,Carola i Stee.”
-Idealny. – powiedziała Just ,kiedy Nath przeczytała swoje dzieło.
-Tak krótki i na temat ,ale chyba nie wyślemy tej sowy biedna jest bardzo zmęczona drogą. – powiedziała Carola.
Tak więc po śniadaniu postanowiły odwiedzić sowiarnię i wysłać list jedną ze szkolnych sów.
*
Punkt ósma Corentin przyszedł po Lizz.
-Cześć ,ślicznie wyglądasz. – powiedział.
-Hej ,dzięki. – powiedziała Lizz lekko się rumieniąc.
Wyszli przez główną bramę ,na polną ścieżkę.
-Jak daleko jest do centrum? – zapytała Lizz.
-Jeżeli jedziesz „Taxi la Magie” zajmie ci to dwie minuty ,jeżeli chcesz iść pieszo około dwóch godzin. – powiedział chłopak.
-Taxi la Magie ,co to?
-Tak jak w Anglii Błędny Rycerz tak we Francji jest Taxi la Magie. To środek transportu ,który jest widoczny tylko dla czarownic i czarodziejów… - Lizz wyłączyła się po słowie „widoczny” i wpatrywała się w Corentina. - … by ją wezwać wystarczy podnieść różdżkę ,o tak. –uniósł swoją różdżkę do góry i w tej samej chwili obok nich zatrzymała się krwisto czerwona taksówka.
-Wsiadaj. – powiedział chłopak ,otwierając dziewczynie drzwi.
Kiedy jechali do centrum Lizz cały czas patrzyła się na Corentina ,który opowiadał jej coś o historii Francji. Po około dwóch minutach zatrzymali się na placu tuż obok Katedry Notre-Dame.
Lizz opadła szczęka kiedy zobaczyła tą budowlę.
Potem zwiedzili takie miejsca jak: Łuk Triumfalny, Bazylika Serca Jezusowego, Aleja Pól Elizejskich, muzea i wiele innych ,by w końcu dotrzeć do tak upragnionego miejsca – Wieży Eiffla.
-Jak tu cudownie. – powiedziała Eliza ,patrząc na wieżę jakby zobaczyła żonglującego hipogryfa. Wieża wyglądała szczególnie piękniej, ponieważ słońce chyliło się już ku zachodowi.
-Chcesz zdjęcie? – zapytał chłopak wskazując na fotografa.
-Chętnie ,ale tylko z tobą. – powiedziała ,a chłopak się uśmiechnął.
-To czarodziej ,więc na zamówienie zdjęcie może być ruchome. – powiedział chłopak.
-Ok. – powiedziała Lizz i wraz z Corentinem stanęła przed Wieżą Eiffla.
-Liczę do trzech. – powiedział fotograf.
Lizz stanęła blisko chłopaka.
-Jeden.
Ich spojrzenia się spotkały.
-Dwa.
Ich głowy były coraz bliżej siebie.
-Trzy.
Ich usta nareszcie się spotkały i kiedy flesz błysnął tonęli już w otchłani swych ust.
-Gotowe. – krzyknął fotograf ,a para oderwała się od siebie ,uśmiechając się jak nigdy dotąd.
*
Kolejny dzień przywitał Hogwart. Dziewczyny wstały dość późno ,bo była niedziela ,czyli tak dawno wyczekiwany odpoczynek. Zeszły na śniadanie bardzo wesołe ,z uśmiechem na twarzy.
W WS były tylko one i mogły swobodnie rozmawiać.
-Ciekawe co tam u Lizzki. – powiedziała Carola i w tym samym czasie przed dziewczynami wylądowała szkolna sowa ,którą poprzedniego dnia wysłały do Lizz.
-Co pisze? – zapytała Stee.
-No nic ,pergamin jest pusty. – powiedziała Rika.
-Czekaj coś wypadło z koperty. – zauważyła Nath ,schylając się by to coś podnieść.
-DZIEWCZYNY! – krzyknęła i tak szybko podniosła głowę ,że mocno walnęła się o stół. – Auuu!
Położyła na stole ruchomą fotografię.
-Niemożliwe. – powiedziała zaskoczona Just ,podając zdjęcie Stee.
-Tu z tyłu coś jest napisane. – powiedziała Carola ,kiedy podawała zdjęcie Rice.
-„Kochane nawet nie wyobrażałam sobie ,że Paryż może być taki cudowny…” – przeczytała Rika.
-Lizzka ma chłopaka, Lizzka ma chłopaka. – zaśpiewały Stee, Just i Nath.
Całe przed południe rozmawiały o tym jaki musi być ten chłopak i jaka Lizz musi być szczęśliwa, oraz wściekały się na przyjaciółkę ,że nie napisała im więcej.
*
Elisabeth wstała następnego dnia w przeciwieństwie do dziewczyn bardzo wczas. Już o siódmej była w Komnacie Jadalnej ,gdzie spotkała się z Corentinem.
-Cześć. – powiedziała ,całując chłopaka w policzek.
-Hej. – odpowiedział. – Co dzisiaj robimy? – zapytał.
-Nie wiem ,dzisiaj niedziela ,jutro masz już lekcje wykorzystajmy ten dzień do granic możliwości. – powiedziała Lizz.
-Hymm… to po śniadaniu ,pójdziemy na długi spacer ,po łące. – powiedział chłopak.
-Przecież nie można nam opuszczać szkoły. – powiedziała Lizz.
-Nam można. Mam zgodę Genevieve. – pokazał dziewczynie kawałek pergaminu ,na którym była pisemna zgoda Genevieve.
-To zgoda. – powiedziała Lizz.
Po zjedzeniu śniadania ,które składało się z jajecznicy i soku pomarańczowego ,chłopak wziął dziewczynę za rękę i oboje wyszli ze szkoły.
Poszli w drugą stronę niż wczorajszego dnia ,kiedy chcieli dostać się do centrum.
Szli kilka minut ,a potem skręcili w prawo.
-Gdzie ,idziemy? Tu nie ma ścieżki. – powiedziała Lizz lekko przestraszona.
-Nie martw się znam te tereny jak mało kto.
Po chwili wyszli na polanę. Był na niej piękny wodospad ,w którym odbijały się promienie słońca tworząc tęczowe smugi. Miejsce wyglądało magicznie.
Pod wierzbą stała mała ławka. Para usiadła na niej.
-Tak w ogóle to gdzie mieszkasz?
-Pod Paryżem ,z ojcem i siostrą ,na wakacje jeździmy do Anglii gdzie mieszka nasza matka. – powiedział chłopak.
-Twoja mama pracuje w Anglii.
-Tak ,ale wyjechała tam po rozwodzie z ojcem. – wyjaśnił chłopak.
-Tak mi przykro. – powiedziała Lizz.
-A mi nie. To lepsze od tych ich ciągłych kłótni. Razem są okropnymi rodzicami ,osobno fantastycznymi. – powiedział chłopak z uśmiechem. -Teraz ty mi powiedz gdzie mieszkasz.
-No ,więc mieszkam w Anglii ,w Dolinie Godryka. Moja matka zmarła i wychowuje mnie ojciec. – powiedziała Lizz.
Chłopak przytulił ją.
-Naprawdę bardzo ,bardzo mi przykro. – powiedział całując dziewczynę w czoło.
-Umarła kiedy miałam pięć lat. – powiedziała Lizz ,a po jej policzku spłynęła łza. – No ,ale może porozmawiajmy o czymś weselszym. – dodała uśmiechając się lekko. – Czym zajmują się twoi rodzice?
-Ojciec pracuje w Ministerstwie Magii jako sekretarz Ministra ,a matka jest pisarką. A twój tata?
-Mój tata pracuje jako okulista. –powiedziała Lizz.
-Serio zawsze mnie to interesowało…
*
Od razu po obiedzie Gryfonki postanowiły iść na Błonia. Słońce mocno grzało i dziewczyny chciały wykorzystać pogodę. W połowie drogi dołączyli do nich Andrew i Lucas ,oczywiście przywitali pocałunkami swoje ukochane.
-Zazdroszczę wam. – powiedziała Stee patrząc na Just i Marikę w objęciach chłopaków ,kiedy siedzieli nad jeziorem.
-Znajdź sobie chłopaka. – zaproponowała Just.
-To nie jest o tak. – pstryknęła palce. – Żeby było tak jak u was to musi być prawdziwa miłość.
-Ja też bym tak chciała. – powiedziała Nath.
-A ja to może nie? – powiedziała drwiąco Carola.
-Dziewczyny tyle na około chłopaków idźcie i szukajcie. – powiedziała Rika.
-Ta może od razu mam wstać i podejść do tamtego przystojnego Puchona i powiedzieć ,że mi się podoba. – powiedziała Stee sarkastycznie.
-No dokładnie to masz zrobić. – powiedziała niecierpliwie Just.
-Ale to będzie twoja wina. – powiedziała Stee.
-Albo moja zasługo. – poprawiła ją Just.
Stee wstała, poprawiła włosy i ruszyła w stronę Puchona. Gadała z nim około pięciu minut ,a potem wróciła do dziewczyn z uśmiechem na twarzy.
-Jesteś genialna. – powiedziała Stee.
-Wiem ,ale co ci powiedział? – zapytała dziewczyna.
-Że jestem chora psychicznie i powinnam się iść leczyć. – powiedziała Stee ,a sztuczny uśmiech zniknął z jej twarzy.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Cudny post !
OdpowiedzUsuńSerio, chce się więcej !
hah xd
Ostatnie wersy była naj < 33
Czekam na dalszą część ; ))
Uhuu, Lizz i Coretnitn, coś się czykuujeeee....
heh ; x
Świetny post.; *
Ściskam, Wasza Lizz < 3
; d
Lizz i Corentin! ;d Zakochana para... ;D Już połowa opętanych ma chłopaków ;]
OdpowiedzUsuńAchhh. to zdjęcie musiało być super! On i Ona pod Wieżą Eiffla i jeszcze się całują <33 ;D
Czekam na następne ;**
Pozdrawiam ;**
Lizka ma chłopaka, Lizka ma chłopaka ;D
OdpowiedzUsuńTo zdjęcie musiało być genialne...! ;D ;>
Hah, ostatni tekst jest najj! <33 ; ****
Świetny post! <33
Kocham was! <3