Minęły trzy słoneczne dni ,które przyniosły ze sobą mnóstwo śmiechu i czasu spędzonego na świeżym powietrzu.
W Hogwarcie Just, Rika, Stee, Carola i Nath przesiadywały po południu na Błoniach. Ku wielkiemu zaskoczeniu Stee ów przystojny Puchon , znalazł ją następnego dnia i przeprosił ją ,wręczając jej bukiet czerwonych róży ,na jednym z płatków było napisane „Mam na imię Steve Thomas. Spotkajmy się w sobotę obok Wierzby Bijącej”. Od tego czasu Just cały czas mówiła „A nie mówiłam.”
We Francji Lizz i Corentin wykorzystywali każdą wolną chwilę na rozmowy i spacery. Lizz nie wyobrażała sobie ,że już za ponad tydzień będzie musiała wrócić do Hogwartu i zostawić Corentina.
-A jak się już nigdy nie spotkamy? – zapytała po raz setny Lizz ,kiedy siedzieli w ogrodzie.
-Na pewno się spotkamy. – powiedział chłopak.
-Ale jak ja bez ciebie wytrzymam tyle czasu?
-Zobaczymy się w święta kiedy będę w Londynie u mamy. – powiedział chłopak całując dziewczynę w policzek.
-Do świąt są jakieś dwa miesiące. A potem do wakacji aż siedem!
-Damy radę.
-Wybacz ,ale na listach nie dam rady przeżyć. – powiedziała Lizz. – A jak sobie znajdziesz jakąś Francuzkę?
-Nie chcę innej. – powiedział chłopak przytulając mocno Lizz.
-Teraz tak mówisz ,a potem będzie „Wiesz no jakoś tak wyszło. Sory.”
-Boże już dziewiąta ,musze lecieć na zaklęcie. – powiedział i pocałował Lizz w usta. – Pa.
-Tak najlepiej odwlekać ten temat.
-Muszę iść ,bo się spóźnię.
-Dobra cześć. – powiedziała Lizz i długo patrzyła jak chłopak idzie w stronę zamku.
*
-Brakuje mi Lizz. – powiedziała Just ,kiedy cała piątka odrabiała lekcje w dormitorium.
-Mi też , tak bez niej cicho. – powiedziała Nath ,która pisała właśnie wypracowanie z eliksirów na temat „Trucizn X wieku.”
-Nie ,ma kto nas rozśmieszać i wariować. – dodała Carola. –To już szósty dzień bez niej.
-Tak jutro piątek ,będzie równy tydzień. – powiedziała Rika.
-A jeszcze drugi trzeba bez niej wytrzymać. – dodała Stee.
Dziewczyny równocześnie westchnęły i znowu zapadła grobowa cisza ,którą przerywało jedynie skrobanie piór po pergaminie i przewracanie stronnic książki.
Po trzydziestu minutach dziewczyny skończyły.
-Co robimy? – zapytała Carola ,odkładając książki na półkę.
-Ee… ja wypadam ,bo umówiłam się z Lucasem. – powiedziała Rika.
-No ,ja też niestety nie mogę ,bo …
-…umówiłaś się z Andre. – dokończyła za Just ,Stee.
-No to idźcie jak musicie. – powiedziała Nath z udawanym wyrzutem.
-No lećcie. – Carola rzuciła w nie poduszką ,a one w ostatniej chwili odskoczyła i po chwili już ich nie było.
-No to co my robimy? – zapytała Nath.
-Może chodźmy do Hagrida ,zobaczę jak się czuje El Diablo ,może będę mogła już go wziąć. – powiedziała Carola z nadzieją w głosie.
Gryfonki od razu się zgodziły i cała trójka poszła do Hagrida.
Kiedy wyszły z zamku od razu skierowały się w stronę Zakazanego Lasu ,na którego skraju mieściła się chatka profesora. Zeszły po zboczu i już kroczyły wydeptaną ścieżką. Po pięciu minutach Stee zapukała do drzwi.
-Kogo do diabła tu niesie. – usłyszały głos za drzwiami. – A to wy. – powiedział kiedy otworzył drzwi i uśmiechnął się. – Wchodźcie.
-Dzień dobry ,przepraszamy ,że tak bez zapowiedzi ,ale chciałam zapytać czy mogę już wziąć El Diablo. – powiedziała Carola.
-O tak oczywiście ,ale trzymaj go w pokoju i przez jakiś tydzień karm go tymi myszami. – powiedział dając jej dość duże pudełko. – Na razie nie może latać na łowy ,a potem przez jakiś miesiąc na dłuższe dystanse ,więc listy będziesz musiała wysyłać szkolnymi sowami. – powiedział.
-Dobrze. – powiedziała biorą pudełko i klatkę z sową.
-A nie chcecie wiedzieć co u Wiliama? – zapytał radośnie.
-U kogo? – zapytały równocześnie. – Panie profesorze. – dodały.
-O przestańcie już z tym „panie profesorze”. – powiedział Hagrid. – A Wiliam to smoczek ,tak go nazwałem.
Dziewczyny się uśmiechnęły.
-Czy znaleźliście już jego matkę? – zapytała Stee.
-Jeszcze nie ,ale jesteśmy na dobrej drodze. Mamy już jej przypuszczalne legowisko nocne ,więc dzisiaj w nocy powinniśmy ją złapać.
-A jak się czuje mały? – zapytała Nath.
-Cudownie. Dużo je i rany się ślicznie goją. Cholibka, ciężko mi go będzie oddać ,a do Rumunii pewnie pojedzie za kilka dni. – powiedział Hagrid ,a wielka łza znikła w jego brodzie. -No ,ale my tu gadu ,gadu ,a w gardłach sucho. Napijecie się herbaty?
-Z chęcią. – powiedziała Carola.
Po chwili cała czwórka siedziała przy stole ,mając przed sobą cztery wielkie kubki herbaty.
*
Po południe, Beauxbatons zostało przywitane mocnymi opadami deszczu. Lizz siedziała w swoim pokoju ,patrząc jak po szybie spływają krople deszczu. Pogoda odzwierciedlała jej samopoczucie. Cały czas myślała ,co będzie kiedy wróci do Hogwartu. W prawdzie bardzo tęskniła za dziewczynami ,ale nie chciała na tak długo rozstawać się z chłopakiem. W końcu zeszła z łóżka wzięła kawałek pergaminu i zaczęła pisać list do dziewczyn.
„Moje Drogie.
Wybaczcie ,że tak Was zamęczam moimi listami.
Bardzo za Wami tęsknię ,ale szczerze mówiąc nie chcę zostawiać Corentina.
Boję się ,że jak wyjadę to znajdzie sobie inną.
Co mam zrobić?
Kocham Was.
Lizz.”
Dziewczyna założyła bluzę i poszła do sowiarni.
Tam znalazła dużą sowę szkolną i przypięła do jej nóżki kopertę.
-Tam gdzie ostatnio. – szepnęła do niej.
Sówka wyleciała przez okno.
Lizz przez chwilę patrzyła jak czarna sowa się oddala ,potem widziała już tylko czarną plamę ,która z każdą sekundą malała ,aż w końcu sowa znikła jej z oczu. Elisabeth postanowiła wrócić do swojego pokoju i przeczekać tam burzę.
W drodze powrotnej wpadła na jakąś dziewczynę.
-Przepraszam. – powiedziała.
Tamta obrzuciła ją nienawistnym spojrzeniem i poszła dalej ,wtedy Lizz nie wiedziała ,że wpadła na swój przyszły ,spory problem.
W końcu weszła do swojego pokoju ,ale nie zaznała tam zbyt wiele spokoju.
Już po chwili usłyszała pukanie do drzwi.
-Proszę wejść. – powiedziała.
Drzwi po woli się otworzyły i stanęła w nich Arison.
-Co ty tu robisz? – zapytała Lizz z nieukrywanym zdumieniem.
-Cześć , przyszłam z tobą porozmawiać. – powiedziała Arison.
-Usiądź. – powiedziała Lizz. – Napijesz się czegoś? – zapytała.
-Nie dziękuję. – powiedziała dziewczynka siadając w fotelu.
-O co chodzi? – zapytała Lizz.
-Bo ja… no pomyślałam sobie ,że może…
-Tak?
Dziewczynka wzięła głęboki oddech.
-Ja nie chcę ,żebyś wyjeżdżała. – powiedziała.
Lizz zamurowało ,ale Arison chyba tego nie zauważyła ,bo ciągła dalej.
-Ja cię bardzo lubię ,bo ty jesteś na serio fajna ,a ja nie mam zbyt wielu koleżanek. – powiedziała dziewczyna.
-Ale… ale ja muszę wrócić do domu. – powiedziała Lizz. – Bo wiesz tam na mnie czekają koleżanki.
Arison przytuliła się do Gryfonki.
-Byłam pewna ,że to powiesz. – szepnęła. – Więc chce ci to dać.
Wyciągnęła z kieszeni swojej turkusowej sukienki pudełeczko i wręczyła je Lizz.
-Ale ja nie mogę tego przyjąć. – powiedziała zaskoczona.
-Proszę cię. Weź.
Lizz popatrzyła w te małe błękitne oczy.
-Dziękuję. – powiedziała i otworzyła pudełeczko.
W środku była bransoletka z literkami układającymi się w wyraz „Arii i Lizz”.
-Ja też będę za tobą tęsknić. – powiedziała i przytuliła dziewczynkę ,na której twarzy znowu ukazała się uśmiech.
*
Chłopak odgarnął włosy dziewczyny. Pogładził jej policzek ,który był taki delikatny. Powoli zbliżali się do siebie. Ona zamknęła oczy , on zrobił to samo. Czuła jego bliskość.
-Carola obudź się. – wrzasnęła Stee spychając dziewczynę z łóżka.
Carola zrozumiała ,że to był tylko ,sen ,ale taki cudowny sen. Jednak brakowało jej bliskości i ciepła jakie dawał dziewczynie chłopak. Kiedy tylko patrzyła na Rikę, Just czy zdjęcie Lizz ,czuła mocne ukłucie w sercu.
-Ubieraj się ,bo na serio nie zjemy śniadania. – ponagliła ją Nath. Ona też marzyła by w końcu móc przytulić się do tego jedynego.
-Gdzie Rika i Just? – zapytała Carola wychodząc z łazienki dwadzieścia minut później.
-Poszły ze swoimi chłoptasiami. – powiedziała Stee z uśmiechem. Ona sama cały tydzień czekała ,na sobotę. Teraz kiedy do spotkania ze Steve’m pozostał jeden dzień ,była w cudownym humorze.
Po chwili Stee, Nath i Carola wychodziły już przez dziurę w portrecie.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAa!
OdpowiedzUsuńZa szybko skończyłaś, baboo ! ; (
Haa ' ; D
Post superrrrrr. ; *
Cudny, na prawdę ! ah, kochany El Diablo! ; )
No, no, masz talent, Carolaa ; *
Ale zrobiłaś kilka błędó interpunkcyjnych !
Ale co tam ; 0
Kochamm ! ; *
Lizz ;d
baaardzo fajna notka! „Arii i Lizz”. mnie rozwaliło ;). no i za szybko kończysz! ;P
OdpowiedzUsuń♥
super blog i ciekawa opowieść;D
OdpowiedzUsuńbede odwiedzac:D
zapro do mnie, licze na rew./www.pusiaa.blogspot.com
podasz gg?