Kolejny dzień zawitał do Hogwartu. Był on jednak pochmurny i taki nijaki.
W Wielkiej Sali na śniadaniu uczniowie mieli markotne miny ,a większość z nich nic nie jadła ,tylko Lizz promieniała nadal radością.
-Wiecie dzisiaj pójdę do McGonagall po lekcji. – powiedziała.
-Mówiłaś o tym wczoraj. – zauważyła Stee.
-Ale chciałam wam przypomnieć. – powiedziała Lizz ,lekko zmieszana. – Dlaczego macie takie markotne miny? – zapytała.
-Ze względu na pogodę. – odpowiedziała Nath.
-No i dlatego ,że za trzy dni stracimy cię na dwa tygodnie. – dodała Carola.
-O szybko minie. – powiedziała Just przytulając Carole.
-Zgadzam się ,a Lizz spełni swoje największe marzenie. – powiedziała Nath.
-Wiem ,wiem i jestem szczęśliwa ,ale co my będziemy robić bez naszej Lizzki?
-Będziemy się uczyć. – powiedziała Stee ,a dziewczyny wybuchły śmiechem.
Po udanym śniadaniu ,cała szóstka ruszyła na transmutacje.
Zajęły swoje miejsca i wyciągnęły podręczniki.
Gdy drzwi się otworzyły uczniowie równocześnie wstali.
-O widzę ,że profesor McGonagall nieźle was wyszkoliła. – powiedziała kobieta.
Wszystkie głowy jak na zawołanie odwróciły się w jej stronę.
Była to średniego wzrostu, brązowowłosa i zielonooka czarownica ,z wielkim uśmiechem na twarzy i kilkoma kolczykami w lewym uchu.
-Siadajcie. – powiedziała wesoło i podeszła do biurka.
Dopiero teraz dziewczyny zauważyły ,że sala transmutacji trochę się zmieniła. Nie była już taka ponura jak pogoda za oknem ,ale mieniła się kolorami. Na oknach były tęczowe firanki ,które migotały małymi diamencikami, na parapetach, w doniczkach znajdowały się kwiaty ozdobne ,a zamiast świec ,które zawsze oświetlały klasę , na suficie wisiał wielka złota lampa.
-Drodzy uczniowie… - zaczęła kobieta ,a wszystkie oczy znowu były zwrócone w jej stronę. -… mam na imię Barbra Comico ,mam 30 lat i jestem waszą nową nauczycielką transmutacji.
Połowa klasy podniosła ręce.
-Tak panno…
-Carlley. – powiedziała Caroline. – Czy coś się stało profesor McGonagall? – zapytała.
-Nie ,nie jest cała i zdrowa. – powiedziała profesor Comico.
Nowe ręce wylądowały w górze.
-Słucham panno…
-Swan. – powiedziała Nath. – Jeżeli profesor McGonagall jest cała i zdrowa to dlaczego teraz pani będzie nas uczyła transmutacji?
-Ponieważ profesor McGonagall ma na głowie dużo spraw związanych z byciem dyrektorem tej wspaniałej szkoły. – powiedziała profesorka. – Czy są jeszcze jakieś pytania.
W górze została tylko jedna ręka.
-Panno…
-Moore. – dokończyła Lizz. – Chciałabym się zapytać ,gdzie mogłabym spotkać profesor McGonagall ,mam do niej bardzo ważną sprawę.
-Najprawdopodobniej będzie w swoim gabinecie. Przyjdź po lekcjach do pokoju nauczycielskiego ,jakiś nauczyciel cię do niej zaprowadzi.
Lizz przytaknęła głową ,jakby chciała powiedzieć ,że rozumie.
-Tak więc jeżeli nie ma więcej pytań ,możemy wrócić do lekcji. – powiedziała podchodząc do tablicy i uderzyła w nią delikatnie różdżką w efekcie pojawił się na niej napis „Transmutacja własnego wyglądu.”
Teraz w klasie słychać było tylko skrobanie piór na pergaminie.
-Co myślicie o tej Comico? – zapytała Nath podczas obiadu.
-Jest spoko. – powiedziała Just.
-Według mnie jest nawet dobrą nauczycielką ,ale chyba jednak wolałam McGonagall. – powiedziała Carola podając Rice talerz ze szpinakiem.
-Wiesz jeszcze jej tak dobrze nie znasz. – powiedziała Stee ,która najwidoczniej polubiła nową profesorkę. – Według mnie jest równą babką.
-A ty co o tym myślisz Mariko? – zapytała Lizz.
-O czym? – zapytała Rika ,którą dziewczyny wyrwały po raz kolejny z zamyślenia.
-Rikuś co się z tobą dzieje od pewnego czasu wydajesz się być taka nieobecna , co ty masz na sobie jakieś zaklęcie czy coś? – zapytała Justina.
-Nie… nie mam na sobie zaklęcie… źle się czuję. – powiedziała i wyszła z Wielkiej Sali.
-Z nią na serio jest coś nie tak. Od wczoraj się tak dziwacznie zachowuje to do niej nie podobne. – powiedziała Carola.
-Pewnie ma jakiś kryzys. Dajmy jej spokój najwidoczniej się chce z tym sama uporać. – powiedziała Lizz.
-A pro po problemów ,podobno Chris dostał szlaban. – powiedziała Nath.
-Ta ,dzisiaj u Slughorna. Cały wieczór zmarnowany. – powiedziała załamana Just.
-A ty kiedy idziesz do dyrektorki? – zapytała Stee.
-No teraz. Jesteśmy już po lekcjach tylko zjem obiad. – powiedziała Lizz.
-Iść z tobą? – zapytała Carola.
-Nie dam sobie radę. – powiedziała Lizz z uśmiechem.
-Jak chcesz.
Tak więc kiedy z talerza Lizz zniknął ostatni kawałek pieczonego indyka w sosie miętowym ,dziewczyna wstała i ruszyła w stronę pokoju nauczycielskiego. Po kilku minutach stanęła przed drzwiami. Zapukała dwa razy. Drzwi się otworzyły ,a oczom dziewczyny ukazała się profesor Comico.
-Co cię tu sprowadza? – zapytała.
-Ja… to znaczy pani mi powiedziała na lekcji ,że jeżeli będę się chciała spotkać z profesor McGonagall to mam tu przyjść wtedy jakiś nauczyciel mnie do niej zaprowadzi. – powiedziała jednym tchem.
-Rzeczywiście. No to chodźmy. – powiedziała z wielkim uśmiechem.
Poszły więc razem w stronę Gabinetu Dyrektorki.
- Czekoladowe misie. – powiedziała profesorka i im oczom ukazały się schody.
Po chwili stały już przed ręcznie rzeźbionymi ,drewnianymi drzwiami.
Profesor Comcio zapukała.
-Wejść. – usłyszały głos McGonagall.
Comico otworzyła drzwi.
-Witam pani dyrektor. Panna…
-Moore. – przypomniała Lizz.
-…tak panna Moore ma do pani bardzo ważna sprawę.
-Tak spodziewałam się jej wizyty. Proszę nas zostawić same Barbro ,osobiście ją odprowadzę do pokoju wspólnego.
-Dobrze pani dyrektor. Do widzenia.
-Do widzenia. – powiedziała McGonagall.
Kiedy drzwi za profesor transmutacji się zamknęły dyrektorka zaczęła.
-Jak ci się podoba nowa nauczycielka? – zapytała niespodziewanie.
-Jest bardzo fajna. – powiedziała Lizz.
-Tak ,sama ją tego wszystkiego nauczyłam wiedziałam ,że wyrośnie z niej utalentowana czarownica. – McGonagall wpatrzyła się marzycielsko w drzwi. – No ,ale obie dobrze wiemy ,że jesteś tu z innego powodu.
-Tak. – powiedziała Lizz i podała dyrektorce list.
-Tak wiec zgadzasz się? – zapytała Minerwa.
-Oczywiście. – powiedziała rozpromieniona dziewczyna.
-Więc po jutrze ,masz się stawić w moim gabinecie. Przyjedzie po ciebie ktoś z Francji.
Lizz prawie krzyknęła z radości.
-No to by było na tyle. – McGonagall wstała. – Odprowadzić cię?
-Nie trzeba pani profesor. – powiedziała Lizz.
-To dobrze. Do widzenia.
-Do widzenia proszę pani. – powiedziała Lizz i wybiegła z gabinetu dyrektorki.
Kiedy tylko weszła do dormitorium dziewczyny zaczęły ja wypytywać o szczegóły.
-I co ci powiedziała?
-Jak było?
-Kiedy jedziesz?
-Jak jedziesz?
-Z kim tam pojedziesz?
-Z kim tam pojedziesz?
-Kto cię do niej zaprowadził?
Lizz odpowiedziała na wszystkie pytania nie zapominając o najdrobniejszych szczegółach takich jak kolor firanek.
-Wow czyli to nie był żart, ty tam jedziesz, dziewczyno. – powiedziała Just.
-Na to wygląda. – powiedziała Lizz i zaczęła skakać z radości. Po chwili rzuciła się na łóżko.
-Czy to nie El Diablo? – zapytała Rika ,która gapiła się w okno.
-Tak to moja sowa. – powiedziała zaskoczona Carola. – Co ona tu robi? Ciekawe dlaczego nie przyleciała rano?
Dziewczyna szybko podbiegła do okiennicy ,a kiedy sowa usiadła na jej ramieniu dziewczyna krzyknęła z przerażenia.
Genialna notka !
OdpowiedzUsuńJadę do Francji, jadę do Francji !
Tj. Lizz jedzie < 33
A post cudowny < 3
Co ukrywa Rika !?
Co się stało El Diablo !?
O co kmn !?
Pisz dalej !
Wow! Super notka!!! Elizka jedzie!!! Nie wiem czy mam się cieszyć jej szczęściem, czy płakać, że jej z nami nie będzie... ;) Dobra, w takim razie będę się cieszyć i płakać na raz xdd
OdpowiedzUsuńI co ja kombinuję...?
Kocham! <33 I dzięki za pocieszenie w sprawie mojego bloga... <33
Co się stało?! Nienawidzę takich zakończeń.! Teraz będę mieć koszmaryyy . ;(( ;D
OdpowiedzUsuńI ciekawe co ta Rika skrywa... Hm .
Pozdrawiam,
Kocham. ;*