Sowiarnia była to wielka kwadratowa komnata z oknem o średnicy przynajmniej pięciu stóp. Do ścian były przymocowane klatki ,bez drzwiczek ,w których spały sowy.
-Po lewej są sowy szkolne ,a po prawej sowy uczniów. – powiedział Corentin. – Pożyczę ci moją sowę, te szkolne są czasem nie posłuszne. – dodał i wyciągnął rękę.
Po chwili z jednej z klatek wyleciała śnieżnobiały puszczyk o czarnych jak dwa węgielki oczach.
-To jest Leonardo. – oznajmił chłopak drapiąc sowę po bródce.
Lizz przyczepiła sowie list do nóżki ,a ta wyleciała przez okrągłe okno.
-To co chcesz teraz robić? – zapytał chłopak.
-Nie masz lekcji? – zdziwiła się Lizz.
-Teraz mam dwu godzinną przerwę ,a po obiedzie zielarstwo. – powiedział chłopak z uśmiechem. – Co byś powiedziała o przechadzce po ogrodzie? – zapytał.
-Chętnie ,jeszcze tam nie byłam. – powiedziała Lizz i oboje poszli do wyjścia.
*
W tym samym czasie w Hogwarcie Stee, Carola, Nath, Just i Rika wychodziły z Sali zaklęć.
-Ale nam nawalił. – powiedziała Just.
-No nic dziwnego ,w końcu cała klasa go nie słuchała. – powiedziała Nath.
-Ta ,ale my będziemy harować jak hipogryfy ,a ona pewnie siedzi i je winogrona przed Wieżą Eiffla. – powiedziała Carola.
Dziewczyny westchnęły.
-Jak odwalimy teraz zadanie z zaklęć to po południe powinnyśmy mieć wolne. – zauważyła Stee.
-No ,chyba ,że Comico nam dużo zada ,w końcu po południu dwie lekcje transmutacji. – szepnęła Rika.
-Mam nadzieję ,że nie chciałabym odwiedzić El Diablo. – powiedziała Carola i cała piątka poszła do WS na obiad.
*
Lizz i Corentin wyszli przez zdobione drzwi do ogromnego ogoru.
Po środku był staw ,a na około niego ławki oddzielone wyrośniętymi krzakami czerwonych róż. Wszędzie rosły kwiaty, drzewa i krzewy ozdobne ,a po lewej stronie w zagrodzie znajdowały się dwa jednorożce.
-Macie jednorożce. – zdziwiła się Lizz.
-Tak. Profesor Mohtenie ,która naucza Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami ,znalazła je. Najwidoczniej musiały się zgubić i teraz dorastają u nas ,by potem wrócić na łono natury. – powiedział chłopak.
Lizz nie kryła zaskoczenia. W Hogwarcie tylko raz widziała jednorożca ,a było to w czwartej klasie na lekcji Hagrida.
-Może przejdziemy się po ogrodzie ,a potem pójdziemy na obiad? – zaproponował Corentin.
-Jasne. – powiedziała dziewczyna i wraz z chłopakiem poszła w stronę stawu.
-Ale tu pięknie. – szepnęła Lizz ,kiedy przechodzili obok bardzo dziwnej ,ale i pięknej filetowej rośliny. – Co to jest? – zapytała wskazując kwiat.
-To Purpurowa Lichostencja. – powiedział chłopak. – Rzadko spotykana. – dodał i zerwawszy kwiat dał go dziewczynie.
Lizz uśmiechnęła się.
-Dzięki.
Chłopak odwzajemnił uśmiech.
Patrzyli sobie głęboko w oczy … byli coraz bliżej siebie …
-Elisabeth! – Genevieve biegła w ich stronę.
Lizz odsunęła się od chłopaka wyrwana jakby z najpiękniejszego snu.
-Tak? – zapytała lekko drżącym głosem.
-Obiad być za piętnaście minuti. – powiedziała Genevieve.
-Serio? – Lizz popatrzyła na zegarek. Rzeczywiście była już za piętnaście druga. Dziewczyna nie mogła pojąć kiedy ten czas tak szybko minął.
-Ja ją zaprowadzę do Komnaty Jadalnej. – powiedział chłopak.
-Ach to cudowni. – powiedziała Genevieve. –Wy być tam najpóźniej za pięć druga. – powiedziała i szybkim krokiem poszła w stronę drzwi.
-No to wracamy. – powiedział chłopak ,kiedy kobieta zniknęła w holu.
-Na to wygląda. – powiedziała Lizz i wraz z Corentinem poszła do Komnaty Jadalnej ,która znajdowała się na parterze. Była on dużo mniejsza od Wielkiej Sali w Hogwarcie ,miała cztery wielkie okna ,a sufit nie był zaczarowany. Zamiast pięciu stołów był to jeden , okrągły stół nauczycielski ,który znajdował się na małym podium i mnóstwo małych stolików : sześciu, cztero i dwu osobowych. Lizz usiadła z chłopakiem przy jednym z dwu osobowych stolików. Był on zastawiony ,a obok talerzy leżała karta dań. Zobaczyła ,że uczniowie dotykają różdżką w danie na karcie ,które po chwili pojawia się im na talerzach. Lizz otworzyła menu. Było po Francuzku. Dotknęła pierwsze lepsze danie o nazwie
” Quenelles de foie de chèvre en sauce.” Na jej talerzy pojawiły się kluski w jakimś dziwnie pomarańczowym sosie. Na talerzu Corentina pojawił się stek i pieczone ziemniaczki.
-Smacznego. – powiedział chłopak ,a Lizz zrobiła to samo.
Ze wszą dochodził tylko dźwięk sztućców.
Lizz niepewnie wzięła do ręki widelec i nóż. Odcięła kawałek nieznanego jej dania i włożyła do ust.
Pierwsze skojarzenie to był pasztet z królika ,drugie to stary kurczak ze świeżą skórką z pomarańczy ,a trzecie to takie ,że je coś z sikami kozy.
-Smakują ci kluski z koziej wątroby? – zapytał chłopak w połowie obiadu.
Lizz ledwo zdołała powstrzymać wymioty.
-Co?!
-Pytam czy ci smakują kluski. – powtórzył chłopak trochę głośniej.
-Kluski z koziej wątroby?!
-Tak. – powiedział niepewne chłopak.
Lizz szybko wzięła do ręki szklankę wody i wypiła ją do dna.
-Coś nie tak? Źle się czujesz? – zapytał zaniepokojonym głosem.
-Właśnie …zjadłam …wątrobę …KOZY! – powiedziała wyraźnie każde słowo.
Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
-Z czego się śmiejesz? – zapytała Lizz.
-Dlaczego mnie nie poprosiłaś przetłumaczył bym ci nazwy dań. – powiedział wyraźnie rozbawiony.
Lizz spiorunowała go spojrzeniem ,ale po chwili sama zaczęła się śmiać. Po chwili znowu patrzyli sobie głęboko w oczy… byli coraz bliżej …i:
-Corentin pomożesz mi z zadaniem?
To była mała brunetka o tak samo niebieskich oczach jakie miał chłopak.
-Za chwilkę. Może najpierw się poznajcie to jest moja młodsza siostra, ma na imię Arisona i chodzi do pierwszej klasy ,a to jest Elisabeth Moore. – powiedział Corentin.
-Miło mi cię poznać. – powiedziała dziewczynka wyciągając rękę.
-Mnie też. – powiedziała Lizz uścisnąwszy dłoń dziewczynki.
-Pokaż co tu mamy. – chłopak wziął pergamin od siostry. – Hymm… wszystko dobrze oprócz tego jednego zdania to zioło gregoriańskie ,a nie australijskie.
-Dzięki. – powiedziała dziewczynka biorąc od brata pergamin i poprawiając błąd. – To d zobaczenia.
-Pa. – powiedzieli jednocześnie Corentin i Lizz.
-Ja mam teraz zielarstwo musze iść. – powiedział chłopak. – Trafisz do pokoju?
-Tak ,jasne. – powiedziała Lizz.
-No to może się jeszcze dzisiaj zobaczymy. Jestem już spóźniony. –i pomachał ręką Lizz wybiegając z Komnaty Jadalnej.
*
Gryfonki wróciły właśnie z lekcji transmutacji. Profesor Comico nie zadała im dużo tak więc dziewczyny miały wolne po południe.
-Co robimy? – zapytała Carola.
-Ja …eee… no musze już … no iść. Pa. – powiedziała Rika i wyszła z dormitorium.
-Co ona przed nami ukrywa? – zapytała Stee wiedząc ,że nie usłyszy odpowiedzi.
-Nie tak nie może dłużej być. – powiedziała Just. – Idę za nią.
-Idę z tobą.
-I ja.
-Ja też.
Tak więc Nath, Stee, Just i Carola wyszły za Riką. Zobaczyły ją jak wychodzi z pokoju wspólnego. Poszły za nią. Rika szła korytarzem rozglądając się na wszystkie strony. Weszła na piąte piętro ,potem zeszła do lochów, weszła do jednego z tajemnych przejść prowadzących do obrazu „Polowanie Czarodzieja w szacie grozy” ,który był na czwartym piętrze. Weszła do pustej klasy. Just zerknęła przez dziurkę od klucza. Rika nie była sama. Obok niej stał czarnowłosy młodzieniec. Dziewczyna pocałowała go w usta ,po czym obydwoje znikli za jednym z dużych regałów. Gryfonki wpadły do klasy.
-On dotknął ,którejś z książek i wejście się otworzyło. – powiedziała Stee dotykając wszystkie książki po kolei.
-NIE! – krzyknęła Nath. – Co ty robisz tu ,mogą być jakieś zabezpieczenia.
-Albo po prostu ,może być dźwignia. – powiedziała Carola ,która podniosła jedną z ozdób ,pod ,którą była stara metalowa dźwignia.
Dziewczyna pociągnęła za nią i otworzyło się przed nimi przejście.
-Lumos. – powiedziały równocześnie.
Ujrzały długi, ciemny korytarz. Nie widziały końca.
-Idziemy? – zapytała Nath ze strachem w głosie.
-No jasne! – powiedziała podekscytowana Stee.
Dziewczyny jedna za drugą weszły do wąskiego korytarza.
Regał wrócił na swoje miejsce.
-Utknęłyśmy tu. – powiedziała Just ,a jej głos obił się od kamiennych ścian.
-Auu to moja noga! – wrzasnęła Stee.
-Auu to moja noga, moja noga, noga. – odpowiedziało im echo.
-Jak długi jest ten korytarz? – zapytała szeptem Nath.
-Nie mam pojęcie powiedziała Just.
Dziewczyny szły powoli uważnie stawiając każdy krok. Różdżki nie dawały wiele światła ,tak ,że dziewczyny widziały na odległość jednej stopy.
Szły kilkadziesiąt minut rozglądając się na boki. Korytarz był prosty nie miał rozwidleń, tylko raz dziewczyny musiały skręcić w prawo. Nagle poczuły ,że korytarz się zwęża ,po chwili szły już na czworaka.
-Co teraz? – zapytała Carola.
-Do przodu. – odpowiedziała jej Stee.
Nagle dziewczyny poczuły ,że sufit znowu jest wysoko ,tak ,że mogły swobodnie się wyprostować. Korytarz był coraz większy.
-Widzicie to światło? – zapytała Just.
Rzeczywiście w oddali widać było małe ,niebieskie światełko. Dziewczyny ruszyły szybciej. Światełko było coraz większe. W końcu dziewczyny dotarły na sam koniec korytarza ,a im oczom ukazała się średniej wielkości sala, oświetlana starą lampą, pośrodku klęczały dwie osoby – Rika i tajemniczy chłopak – oboje pochylali się nad ciemnym kształtem.
” Quenelles de foie de chèvre en sauce.” Na jej talerzy pojawiły się kluski w jakimś dziwnie pomarańczowym sosie. Na talerzu Corentina pojawił się stek i pieczone ziemniaczki.
-Smacznego. – powiedział chłopak ,a Lizz zrobiła to samo.
Ze wszą dochodził tylko dźwięk sztućców.
Lizz niepewnie wzięła do ręki widelec i nóż. Odcięła kawałek nieznanego jej dania i włożyła do ust.
Pierwsze skojarzenie to był pasztet z królika ,drugie to stary kurczak ze świeżą skórką z pomarańczy ,a trzecie to takie ,że je coś z sikami kozy.
-Smakują ci kluski z koziej wątroby? – zapytał chłopak w połowie obiadu.
Lizz ledwo zdołała powstrzymać wymioty.
-Co?!
-Pytam czy ci smakują kluski. – powtórzył chłopak trochę głośniej.
-Kluski z koziej wątroby?!
-Tak. – powiedział niepewne chłopak.
Lizz szybko wzięła do ręki szklankę wody i wypiła ją do dna.
-Coś nie tak? Źle się czujesz? – zapytał zaniepokojonym głosem.
-Właśnie …zjadłam …wątrobę …KOZY! – powiedziała wyraźnie każde słowo.
Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
-Z czego się śmiejesz? – zapytała Lizz.
-Dlaczego mnie nie poprosiłaś przetłumaczył bym ci nazwy dań. – powiedział wyraźnie rozbawiony.
Lizz spiorunowała go spojrzeniem ,ale po chwili sama zaczęła się śmiać. Po chwili znowu patrzyli sobie głęboko w oczy… byli coraz bliżej …i:
-Corentin pomożesz mi z zadaniem?
To była mała brunetka o tak samo niebieskich oczach jakie miał chłopak.
-Za chwilkę. Może najpierw się poznajcie to jest moja młodsza siostra, ma na imię Arisona i chodzi do pierwszej klasy ,a to jest Elisabeth Moore. – powiedział Corentin.
-Miło mi cię poznać. – powiedziała dziewczynka wyciągając rękę.
-Mnie też. – powiedziała Lizz uścisnąwszy dłoń dziewczynki.
-Pokaż co tu mamy. – chłopak wziął pergamin od siostry. – Hymm… wszystko dobrze oprócz tego jednego zdania to zioło gregoriańskie ,a nie australijskie.
-Dzięki. – powiedziała dziewczynka biorąc od brata pergamin i poprawiając błąd. – To d zobaczenia.
-Pa. – powiedzieli jednocześnie Corentin i Lizz.
-Ja mam teraz zielarstwo musze iść. – powiedział chłopak. – Trafisz do pokoju?
-Tak ,jasne. – powiedziała Lizz.
-No to może się jeszcze dzisiaj zobaczymy. Jestem już spóźniony. –i pomachał ręką Lizz wybiegając z Komnaty Jadalnej.
*
Gryfonki wróciły właśnie z lekcji transmutacji. Profesor Comico nie zadała im dużo tak więc dziewczyny miały wolne po południe.
-Co robimy? – zapytała Carola.
-Ja …eee… no musze już … no iść. Pa. – powiedziała Rika i wyszła z dormitorium.
-Co ona przed nami ukrywa? – zapytała Stee wiedząc ,że nie usłyszy odpowiedzi.
-Nie tak nie może dłużej być. – powiedziała Just. – Idę za nią.
-Idę z tobą.
-I ja.
-Ja też.
Tak więc Nath, Stee, Just i Carola wyszły za Riką. Zobaczyły ją jak wychodzi z pokoju wspólnego. Poszły za nią. Rika szła korytarzem rozglądając się na wszystkie strony. Weszła na piąte piętro ,potem zeszła do lochów, weszła do jednego z tajemnych przejść prowadzących do obrazu „Polowanie Czarodzieja w szacie grozy” ,który był na czwartym piętrze. Weszła do pustej klasy. Just zerknęła przez dziurkę od klucza. Rika nie była sama. Obok niej stał czarnowłosy młodzieniec. Dziewczyna pocałowała go w usta ,po czym obydwoje znikli za jednym z dużych regałów. Gryfonki wpadły do klasy.
-On dotknął ,którejś z książek i wejście się otworzyło. – powiedziała Stee dotykając wszystkie książki po kolei.
-NIE! – krzyknęła Nath. – Co ty robisz tu ,mogą być jakieś zabezpieczenia.
-Albo po prostu ,może być dźwignia. – powiedziała Carola ,która podniosła jedną z ozdób ,pod ,którą była stara metalowa dźwignia.
Dziewczyna pociągnęła za nią i otworzyło się przed nimi przejście.
-Lumos. – powiedziały równocześnie.
Ujrzały długi, ciemny korytarz. Nie widziały końca.
-Idziemy? – zapytała Nath ze strachem w głosie.
-No jasne! – powiedziała podekscytowana Stee.
Dziewczyny jedna za drugą weszły do wąskiego korytarza.
Regał wrócił na swoje miejsce.
-Utknęłyśmy tu. – powiedziała Just ,a jej głos obił się od kamiennych ścian.
-Auu to moja noga! – wrzasnęła Stee.
-Auu to moja noga, moja noga, noga. – odpowiedziało im echo.
-Jak długi jest ten korytarz? – zapytała szeptem Nath.
-Nie mam pojęcie powiedziała Just.
Dziewczyny szły powoli uważnie stawiając każdy krok. Różdżki nie dawały wiele światła ,tak ,że dziewczyny widziały na odległość jednej stopy.
Szły kilkadziesiąt minut rozglądając się na boki. Korytarz był prosty nie miał rozwidleń, tylko raz dziewczyny musiały skręcić w prawo. Nagle poczuły ,że korytarz się zwęża ,po chwili szły już na czworaka.
-Co teraz? – zapytała Carola.
-Do przodu. – odpowiedziała jej Stee.
Nagle dziewczyny poczuły ,że sufit znowu jest wysoko ,tak ,że mogły swobodnie się wyprostować. Korytarz był coraz większy.
-Widzicie to światło? – zapytała Just.
Rzeczywiście w oddali widać było małe ,niebieskie światełko. Dziewczyny ruszyły szybciej. Światełko było coraz większe. W końcu dziewczyny dotarły na sam koniec korytarza ,a im oczom ukazała się średniej wielkości sala, oświetlana starą lampą, pośrodku klęczały dwie osoby – Rika i tajemniczy chłopak – oboje pochylali się nad ciemnym kształtem.
Wooooooow! Genialne <33 No, ale... kończyć w takim momencie?! Będę miała koszmaaaary! ^^
OdpowiedzUsuń"kluski z koziej wątroby"-hahah xD No to musiało być pyszne.. xD Hahahah ;D
Achhhhh. No to ja kończę ten jakże dziwny komentarz.;*
Pozdrawiammm ;*
Carolino !
OdpowiedzUsuńJak Ty możesz kończyć w taki momencie !?
Uduszę Cię kiedyś, no !
Ale post cudowny ! ; *
Co to było !?
Ten kształt !?
I ten facet !?
Pisz szybko, bo mi się ślina z przejęcia kończy !
xdd
Post cudny ; *
O fuj, ja/Lizz jadłam/jadła kozią wątrobę !
Blee !
Biedna ja / Lizz ! ; ((
Ale i tak świetnie ; *
Wasza Opętanie Opątańczo Opętanie Opętana Opętana Lizz xD < 33
l *
No wiesz co, kończyć w takim momencie...?! Co ja wyprawiam??? Co to za chłopak i co my robimy?! Co to za kształt??!!
OdpowiedzUsuńHahah... biedna Lizz, jadła kozią wątrobę ;/ blee xdd
Notka genialna! <33
Konczę ten dziwny komentarz... ;D xdd
Kocham! <33